Jak żyć #4



Witam :)

Do napisania tego postu zainspirowało mnie życie. Śmieszne, prawda? Ale tak właśnie jest. Osobiste doświadczenia, które wpływają na kreowanie świata – takiego jakim ja go widzę na co dzień.
Drugą rzeczą jest chęć sprostowania kilku dziwnych rzeczy, które krążą na mój temat, a które są albo wyssanymi z palca bzdurami, albo grubym niedopowiedzeniem. O co konkretnie chodzi opiszę poniżej, ale wpierw krótki wstęp, który niejako nakreśli całą sytuację…
Ogólnie jest tak, że mieszkam na wsi. I kocham mieszkanie na wsi, szczególnie w tak urokliwej i niedużej miejscowości, jaką jest Niedźwiedź. Pomijam kwestie związane z przyrodą, czystym powietrzem, fauną, florą… podoba mi się, że ludzie znają cię praktycznie na wylot. Fakt, bywa to męczące, a czasem i zaskakujące, kiedy w sklepie osiedlowym dowiadujesz się czegoś, zanim zrobi to osoba, której sprawa dotyczy bezpośrednio... Niemniej, jest w tym też element bezpieczeństwa. Znając innych, znacznie łatwiej jest nam ich oceniać, wywnioskować szczerość itd. Możemy określić postępowanie, którego czasem nie jesteśmy w stanie zrozumieć, być większymi empatiami i tak dalej. Chyba właśnie dlatego, tak trudno jest mi pogodzić się z wieloma rzeczami, które wypłynęły teraz i wcześniej za moimi plecami, a wcale prawdą nie są. 
Dziwnie jest dowiedzieć się czegoś nowego na swój temat, co w istocie wcale nie jest z wami związane. Ludzie lubią naklejać łatki na coś, czego nie są w stanie pojąć i to mi trochę ciąży. Stąd też pomysł na ten post właśnie. Nie chcę się nim bronić, czy zasłaniać, bo wiele z moich życiowych decyzji to zło wcielone (siara totalna / siema studia na kierunku, który mnie nie grzeje), jednak nie robiłem wielu z nich umyślnie i trochę żal mi tego, że zarzuca mi się dziwne rzeczy. Przejdę może od razu do wspomnianych „rzeczy”, co ułatwi wam ocenę sytuacji.

Wszem i wobec ogłaszam:

– tak, wypiłem ostatnio trochę za dużo
– tak, rozciąłem rękę i wylądowałem w/na (?) SOR
Z góry dziękuję za poskładanie mnie do kupy, niestety jeszcze obecny wstyd („kac moralny nie ma serca, to jest szatan i morderca”) nie pozwala mi podziękować osobiście.
– tak, spanikowałem i bredziłem pod nosem dziwne historie
W co nie chcę się bezpośrednio zagłębiać, bo to grubszy temat. Powiem jedynie, że zacząłem spisywać swoje sny i tłumaczę je w oparciu o różnego rodzaju senniki. Trochę to przerażające, bo wiele z nich się sprawdza.
– nie, nie zażywałem nic nielegalnego…

Ogólnie, dziwi mnie fakt, jak szybko z osoby w miarę szanowanej, możesz stać się czymś w rodzaju lokalnego pośmiewiska (piję do ogółu, a niekonkretnej sytuacji), choć osoby najmniej wtajemniczone, które rozsyłają gorące newsy, nie mają pojęcia co tobą kierowało.
Mówiąc szczerze… Miałem bardzo, bardzo kiepski tydzień, z którego niektóre wydarzenia, mocno weszły mi na ambicje, obniżając poprzeczkę do poziomu tak niskiego, że potrzeba mi teraz rozsuwanej drabiny, żeby wyjść z dołka w jakim znalazła się moja mentalność i przyznam, zaskakuje i denerwuje mnie szybkość z jaką plotki się rozchodzą. Teoria prędkości światła to przy tym pikuś.
Niemniej jednak, jak wspomniałem, jest mi też trochę wstyd, bo czuję, że zawiodłem kilka osób, a z którymi niespecjalnie się dogaduję na co dzień… Może inaczej, nie tyle „nie dogaduję”, co nasze postrzeganie otaczającej rzeczywistości jest, najzwyczajniej w świecie mówiąc, inne. Wolałbym podążać w kierunku, z którego w jasny sposób mógłbym ocenić swoje relacje z innymi ludźmi, bo to z pewnością byłoby mi na (szytą) rękę.
Z drugiej strony, głowę zaprząta mi masa głupot, spośród których na palcach można wyliczyć rzeczy naprawdę ważne, którymi powinienem się zająć w pierwszej kolejności, a nie mogę, bo kiedy chcę coś z czymś zrobić, pojawia się temat, kolokwialnie mówiąc, z dupy i skutecznie odwraca to moją, i tak wielce rozproszoną, uwagę. Tak było i tym razem. Dlatego stwierdzam, że koniec z tym bzdurnym gadaniem.
Zdaję sobie sprawę, że niewielu to przeczyta i wyciągnie wnioski (z osób, do których w istocie chciałbym dotrzeć), ale wywalenie tego z siebie dodało mi otuchy. To nie pierwszy raz, kiedy spanikowałem w podobnej sprawie (tu uwzględnię, chodzi mi o panikę w sensie ponadprzeciętnego denerwowania się i trudności w złapaniu oddechu, w tę stronę), jednak wcześniej rozegrało się to w innych okolicznościach (bezalkoholowych) i to SOR przyjechał do mnie. W każdym razie, zaczynam odczuwać, że tym razem było mi to potrzebne, jakkolwiek idiotycznie to brzmi. Potrzebowałem wstrząsu, żeby ogarnąć się i zacząć działać. Choć jeszcze nie wiem co, gdzie i jak, to przynajmniej wiem, dokąd nie zawędruje ponownie :)

Dziękuję wszystkim wyrozumiałym, którzy mi pomogli. Postaram się mieć w nosie (choć to zawsze będzie jakoś tkwić przy dupie) wszystkie plotki. Tym, którzy zmagają się z porąbaną duszą artysty 4w5 gorąco polecam to samo / może bez ciętych ran szarpanych, ale wiecie… „wstrząs” :'d


Jak żyć #4

Witam :) Do napisania tego postu zainspirowało mnie życie. Śmieszne, prawda? Ale tak właśnie jest. Osobiste doświadczenia, które ...