Lois Lowry „Skrawki błękitu”

LOIS LOWRY
„SKRAWKI BŁĘKITU”




Autor: Lois Lowry
Tytuł oryginału: „Gathering Blue”
Wydawnictwo: Galeria Książki
Ilość stron: 292


Już jakiś czas temu przeczytałem „Skrawki Blękitu”, które z kolei w moich dłoniach pojawiły się jakiś czas po przeczytaniu „Dawcy”. Już wtenczas, kiedy pożyczyłem od siostry pierwszy tom tego czteroczęściowego cyklu, wiedziałem, że chcę kiedyś znaleźć się w posiadaniu całości. Kiedy już do tego doszło, od razu zabrałem się zadrugi tom – opisywane w tym tekście „Skrawki błękitu” i choć lekturę ukończyłem dosyć dawno temu, nie mogłem zebrać się na siłach, by napisać recenzję ani też sięgnąć po trzecią część cyklu – „Posłańca”. Nie nazwałbym tego lenistwem, a dozowaniem przyjemności.

Kwartet „Dawcy” to ten typ książek, który sprawa, że nie chce się przestawać czytać lub, jak moim przypadku, stara się zatrzymać historię na jak najdłużej – stąd też tak długie przerwy między czytaniem poszczególnych tomów. Niemniej jednak, co do tych przerw… Dopisać pod to mogę jeszcze jeden powód, przez który wstrzymuję się z ukończeniem serii, a chodzi o chęć sięgnięcia po coś innego, co nazywam sobie „rozweselaczem”. Kwartet „Dawcy” opowiada bowiem scenariusz dystopijnej przyszłości, który, jak najbardziej, mógłby się ziścić, tylko co wtedy?

Bohaterką i narratorem historii jest tym razem Kira (w pierwszym tomie, był to Jonasz). Dziewczyna urodziła się z kalectwem – jedna z jej nóg jest wykręcona, przez co musi ona wspierać się o lasce podczas chodzenia, co i tak sprawia jej sporo bólu. W miejscu, w którym przyszła na świat, już jako dziecko  została uznana za przeszkodę w rozwoju społeczności i gdyby nie interwencja matki, prawdopodobnie zostałaby z niej wyeliminowana. Tu właśnie określony został główny problem dystopii – dosłowne dążenie po trupach do perfekcji, co tylko pozornie wydaje się idealnym rozwiązaniem…

Zagmatwane? Takie być powinno. Lois Lowry w niesamowity sposób łączy tu wątki życiowe z niecodziennością. Co więcej, autorka robi to w sposób, który pokazuje, że nawet prosty styl, jest w stanie skupiać na sobie uwagę czytelnika. W powieści, dość krótkiej i prostej fabularnie, pojawia się sporo nowych tajemnic, co tylko pogłębia pewnego rodzaju zniecierpliwienie u osób czytających. Przyznam szczerze, początek tej książki mocno mi się dłużył, ponieważ chciałem za wszelką cenę odnaleźć powiązania z pierwszym tomem, którego otwarte zakończenie nieco zaburzyło moją emocjonalną równowagę… Pod koniec lektury, kiedy zaczynałem na nowo rozumieć, co się dzieje, nie byłem w stanie wyjść z podziwu wobec kunsztu literackiego Lowry. Zarówno „Dawca” jak i „Skrawki błękitu” to pozycje przystępne stylistycznie, które, mimo nagromadzenia tajemniczych wątków, przeznaczone są dla młodszego czytelnika, ale nawet ja, mając  lat (zaraz) 26, mimo iż zacząłem łączyć wszystko w całość, zostałem zaskoczony końcowym obrotem spraw, którego kompletnie się nie spodziewałem, a który, gdyby się nad tym zastanowić, o ironio, wydaje się być od początku totalną błahostką!

Poza wciągającą (mniej więcej od środka) fabułą, na sukces tej pozycji składają się też jej bohaterowie. W moim odczuciu, zostali oni skonstruowani na zasadzie kontrastu i stanowią rozbudowane tło dla perspektywy narratora. Innymi słowy – jeśli można określić Kirę jako postać neutralną, w jej otoczeniu można dopatrzeć się zarówno charakterów pozytywnych, jak i ich kompletnych przeciwieństw. Cała „trójka” bez przerwy ściera się ze sobą, tworząc coś nowego, pokazując zupełnie nowy wymiar walki dobra ze złem, który ukradkiem jest przemycany na stronicach całego cyklu. Jest to o tyle ważne spostrzeżenie, o ile właśnie, obecność pobocznych bohaterów w końcówce lektury, staje się wątkiem przewodnim dla kontynuacji, czyli tym, na co czekałem od początku lektury ze „Skrawkami błękitu”. Ale oczywiście nie mogło być inaczej, dlatego zakończenie drugiej części „Dawcy” mnie jednocześnie pocieszyło (bo czekałem na ten moment, kiedy historia przedstawiona w pierwszym i drugim tomie się ze sobą zazębi) oraz trochę demotywowało (pojawiło się sporo nowych tajemnic).

Zakończenie to oczywiście jedno z wielu zaskoczeń, których się nie spodziewałem, a które kompletnie zbiły mnie z tropu (do czasu aż sięgnąłem po „Posłańca”, czyli tom trzeci). Niemniej, między innymi dla tego typu właśnie cliffhangerów, aż tak dobrze czyta się tę historię – bo nigdy, tak do końca, nie wiadomo, czym zaskoczy nas autor. Lois Lowry udało się po raz kolejny zostawić mnie z masą pytań i tylko połowicznym zaspokojeniem czytelniczej żądzy… Jeśli więc zależy wam na zachowaniu własnych nerwów, lepiej czytajcie od razu cały czteroksiąg, bo w innym wypadku… Co by nie mówić, oczywiście gorąco polecam przeczytanie tej serii, bo w obliczu igrzysk i niezgodnych, jest to propozycja nadzwyczaj godna polecenia. 




Social Media Book Tag



Już kiedy stworzyłem taki post i było to jeszcze za czasów mojej blogerskiej działalności na platformie WIX. Od tamtej pory przeczytałem kolejne interesujące pozycje i spodziewam się, że niektóre wybory mogły ulec zmianie. Żałuję, iż nie będę mógł tego sprawdzić, bo niestety nie mam już dostępu do starych plików z tym tagiem.
Nie przedłużając jednak, spieszę z wyjaśnieniem, czym w ogóle jest „SMBT”. Więc… jest to tag, który wymienia popularne serwisy społecznościowe i przyporządkowuje im konkretne pytania związane z książkami. Oryginalnie tych pytań było 7, jednak nie byłbym sobą, gdybym nie dodał od siebie ekstra i tak też zrobiłem – abstrahując od tego, że sam korzystam z wielu różnych społecznościówek, do których chętnie nawiążę :) Także, zaczynajmy!


TWITTER, czyli moja ulubiona krótka książka:

Tu trzeba wpierw zdefiniować, co oznacza termin „krótka książka”, bo jak na mój gust, trzysta stron to wciąż niewiele :D Jakby nie było, moim absolutnym ulubieńcem jest „Hobbit, czyli tam i z powrotem”, choć „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” również jest bliskie tego tytułu.
„Hobbit…” był jednak ze mną znacznie dłużej, ponieważ była to moja lektura szkolna w podstawówce. Wtenczas właśnie, zakochałem się w twórczości Tolkiena, o którym jeszcze w tym poście napiszę ;)


FACEBOOK, czyli książka, którą przeczytali wszyscy, nim zrobiłem to sam:

Tu chyba mogę wspomnieć o kilku bardzo popularnych seriach: „Igrzyska Śmierci”, „Niezgodna” lub przygody Harry’ego Pottera. W rzeczy samej, trylogia „Niezgodnej” jeszcze przede mną, ale mam w końcu własne książki, więc można będzie zacząć nadrabiać. Choć słyszałem licznie niepochlebne opinie o tej serii, wolę sam się przekonać jak jest.


TUMBLR, czyli książka, którą przeczytałem nim stała się modna:

Nie bardzo wiem, co mógłbym tu wstawić, dlatego odwołam się znowu do „Hobbita…”. Czytałem go z piętnaście lat temu po raz pierwszy i choć już wtedy twórczość Tolkiena była szeroko rozpoznawana, to jednak, mam wrażenie, „Hobbit…” stał przez długi czas w cieniu LOTR-a. Dopiero trylogia filmowa o Bilbo Bugginsie, rozpoczęła bum wśród tych, którzy wcześniej nie ogarniali, że kinowe części „Władcy Pierścieni” powstały na bazie powieści.
Taka sama sytuacja jest z „Pamiętnikami Wampirów”, które przeczytałem nim Ian Somerhalder rozpalił na ekranie niedowartościowane emocjonalnie czternastki :D


MY SPACE, czyli książka, która nie pamiętam czy mi się podobała:

Nie pamiętam, czy taką czytałem, szczerze mówiąc...


INSTAGRAM, czyli książka tak ładna, że wymagała fociaka:

Prowadząc konto na Instagramie w całości poświęcone temu, co znajduje się na tym blogu, niemożliwym byłoby mi nie pstryknąć foci nawet najgorszej paskudzie. Wychodzę z założenia, że każdej pozycji należy się szacunek i próba przekonania się do tekstu. Nie wyjdzie, trudno. Nic się przecież nie stanie, a zawsze może się okazać, że treść będzie więcej niż fajna :) Choć i mnie zdarza się (co jest poniekąd zaprzeczeniem tego, co chcę u siebie wyegzekwować) oceniać po okładce, co też często sprowadza mnie na manowce… Siema, dziewczyno z dzielnicy cudów...
W każdym razie, ostatnią książką jaką sfotografowałem był „Władca Pierścieni”. Moje inne bookstagramowe fociaki możecie zobaczyć pod TYM linkiem. Zaprasza ;)


PINTEREST, czyli książka, która inspiruje:

W ostatnim czasie priorytet moich inspiracji nieco się zmienił. Z książek przerzuciłem się na azjatyckie filmy i seriale (głównie koreańskie dramy). Swego czasu w poszukiwaniu natchnienia do pisana własnych treści, zagłębiałem się w powieści fantastyczne, z których czerpałem wiele pomysłów – niektóre były ewolucją tego, co zauważyłem w fabule, inne były od początku do końca w pełni moje. Jednak jest jedna książka, którą kupiłem świadomie i która pomogła mi pewien sposób poukładać pewne sprawy – Marie Kondo, „Magia sprzątania”. W tej książce, poza pomocnymi radami dotyczącymi porządkowania, znalazłem też kilka metafor, które z układania bibelotów przełożyłem na naprawianie swojego ego, że tak powiem. Ogólnie, pozycja nie tylko dla pań!


YOUTUBE, czyli książka, której ekranizację chętnie bym zobaczył:

Sporo takich, które chciałbym zobaczyć na ekranie, ale z tych ostatnich mogę wspomnieć o trylogiach „Endgame” i „Klątwie” (seria zaczynająca się od „Porwanej pieśniarki”).
Pierwsza trylogia byłaby świetnym kinem akcji, pełnym walk, rozlewu krwi i z prześwitującym przez to motywem S-FI. Drugą z kolei byłby fantastyczna (gatunkowo) przygoda w podziemiach z wątkiem romantycznym w tle. Kino idealne na randkę w lutym…


SNAPCHAT, czyli książka, która narobiła szumu:

Tę kategorię dorobiłem sobie sam, bo w dobie istnienia tego komunikatora, wypadałoby o nim wspomnieć. Choć ja zrezygnowałem z niego już jakiś czas temu, korzysta z niego masa ludzi, co z kolei przycisnęło innych producentów do kopiowania idei krótkich filmików. Stąd też taki, nie inny opis dla kategorii i moim wyborem książki, która narobiła szumu w świecie literatury jest… (aż nie wierzę, że to piszę): „50 twarzy Greya”.
To tego typu pozycja, która, według mnie, nie powinna wychodzić z fazy beta, nigdy. Koncept na erotyk nie jest zły sam w sobie, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Przeczytałem z dwadzieścia stron i odłożyłem grzecznie na półkę, by zapomnieć, iż miałem to w ręce. Co się zobaczyło, już się nie odzobaczy. Autorka tego chłamu powinna zastanowić się poważnie nad zmianą leków, a w najlepszym razie, popracować nad stylem, bo tego się czytać nie dało. Tyle.


DEVIANTART, czyli książka, do której lubię wracać:

Tak jak do dA lubię czasem  powrócić, tak są i książki, jakie chętnie czytam wielokrotnie. Może nie będę wspominać o tytułach, a skupię się na autorach – Tolkien (to oczywiste), Rowling, Clare, Lewis… To nazwiska, które przychodzą mi na myśl jako pierwsze. Wielkie nazwiska w świecie literatury młodzieżowej i fantastyki, która porusza nie tylko serca najmłodszych.


GOODREADS, czyli książka, którą polecam każdemu:

W zasadzie, mogę zacząć zdanie i je skończyć na tym, że wskażę na poprzednią kategorię. Nazwiska wielkich, których wstyd nie znać. Jakby nie było, gorąco polecam oryginalne serie o Harrym Potterze, Łowcach Cieni, „Opowieści z Narnii” i przede wszystkim twórczość Tolkiena.
Poza nimi, mogę gorąco zachęcać do „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” Safrana-Foera, „Marsjanina” Andy’ego Weira lub „Czasu Żniw” Sam Shannon.


MANGA ROCKS, czyli komiks, który przekonał mnie do gatunku:

Podobnie jak Snapchat i dA, jest to wymyślona kategoria przeze mnie. Nie ograniczam się wyłącznie do czytania książek, a mówiąc więcej, ostatnio czytam więcej e-komiksów niż książek papierowych. Dla tej kategorii podzielę też komiksy na dwa rodzaje – japońską mangę i koreańską manhwę (chińska manhua stanowi niewielki procent moich czytadeł, także pomijam), bo nie chciałbym nie wspomnieć czegoś, co lubię i co mnie bardzo przekonuje swoim stylem.

Manga – NarutoShingeki No Kyojin (A.K.A. Attack on Titan), Shingeki No Soma” (A.K.A. Food Wars), Hibi Chouchou, „Byousoku 5 Centimeter” (A.K.A. „5 Centimeter per second”)
Manhwa – Orange MarmeladeAt the end of the road (A.K.A. What lies at the end), Hive



I to by było na tyle. Tag się nieco rozciągnął, ale mam nadzieję, że nie jest przydługi. Polecam wam, abyście sami sprawdzili się w tym tagu, bo już myślenie o książkach jest myślą wielką :) 
BTW. Notkę o apkach znajdziecie TU i TU – to tak jakby co :D

Lois Lowry „Skrawki błękitu”

LOIS LOWRY „SKRAWKI BŁĘKITU” Autor: Lois Lowry Tytuł oryginału: „Gathering Blue” Wydawnictwo: Galeria Książki Ilość s...