Betterknow #2



W dzisiejszym poście przyjrzymy się nieco bliżej porządkowi wypowiedzi w języku koreańskim. Jest to niezwykle istotna kwestia, zważywszy na fakt, iż przeciwieństwie do wielu znanych nam języków (w tym także w języku polskim), kolejność stawiania poszczególnych składników w zdaniu jest nieco odmienny od tego, co nam znane. Zacznijmy jednak od drobnego wstępu, który na pewno rozwieje nieco wątpliwości. Za przykład posłużą nam tutaj języki angielski i polski.
Podstawowe konstrukcje zdaniowe w języku angielskim oraz polskim oparte są na tak zwanym trybie SVO. SVO jest skrótowcem pochodzenia angielskiego, a po rozwinięciu reprezentuje układ trzech podstawowych składników zdaniowych, którymi są kolejno: Subject (podmiot) + Verb (orzeczenie) + Object (dopełnienie). Nietrudno zauważyć, że jest to szyk poprawny, czyli taki układ składników zdania, który w uproszczeniu określa jego logiczność. Jeśli jest to zrozumiałe to przełóżmy to teraz na język koreański.
Dla niektórych, tu mogą zacząć się schodki i będzie to naturalna kolej rzeczy wiążąca się z koniecznością zmiany pewnych nawyków. Język koreański nie wykorzystuje trybu SVO, tylko SOV. Główna zasada użycia SOV jest taka, że orzeczenie zawsze staje na końcu zdania:

Ja idę do sklepu.    >>>   Ja (podmiot) + idę (orzeczenie) + do sklepu (dopełnienie)
I’m going to the store.    >>>   I (podmiot) + go (orzeczenie) + to the store (dopełnienie)
가게에 갈거야.    >>>    (podmiot) + 가게에 (dopełnienie) + 가다 (orzeczenie)

Jest to podstawowa konstrukcja zdaniowa, ale wiadomo, że nie na zdaniach prostych mowa się kończy, dlatego poniżej przedstawiam inne możliwe kombinacje zdaniowe:

SN = Subject + Noun = podmiot + rzeczownik
SV = Subject + Verb = podmiot + czasownik
SA = Subject + Adjective = podmiot + przymiotnik

O tych trzech konstrukcjach opowiem trochę w dalszej części wpisu, tymczasem skupmy się na dwóch innych ważnych rzeczach, o których wspomniałem we wcześniejszym wpisie.
Po pierwsze: podobnie jak czasowniki, przymiotniki w języku koreańskim mają zdolność, by pełnić rolę orzeczeń w zdaniach. Przymiotniki będące orzeczeniami mogą także posiadać odmienne (od podstawowych) formy, które określają czas w jakim zostały użyte w zdaniu, co z kolei przekłada się na określenie czasu całej wypowiedzi. Zdolność ta nazywa się koniugacją. Niemniej, czas w zdaniach w języku koreańskim determinowany jest przez ostatnie części składowe zdań, którymi są najczęściej rzeczowniki, czasowniki i przymiotniki.

Wyraz „iść” w języku koreańskim to „가다” (końcówka „” jest charakterystyczna dla bezokoliczników). Forma przeszła tego czasownika to kolejno: „poszedł” i „갔다”.
W tej sytuacji oczywistym jest jak przebiega odmiana wyrazów, ale weźmy teraz pod lupę inny przykład. Forma przeszła przymiotnika „dobry” to „był dobry”. Przymiotniki w języku polskim nie zmieniają swoich form w czasie przeszłym i określenie czasu w jakim zostały użyte dzieje się poprzez sprecyzowanie czasu w jakim użyty został czasownik „być”.
W języku koreańskim, jak zostało wspomniane powyżej, przymiotniki mogą przyjmować formy orzeczeniowe i podlegać koniugacji wyrażonej przez czas, dlatego „dobry” w tym wypadku na język koreański tłumaczony jest jako: „좋다”, a w czasie przeszłym przyjmuje formę „좋았다”.

Teraz przed nami temat, który spędzał mi sen z powiek. Teraz jestem jednak w stanie pokazać w czym rzecz i na dobrą sprawę, nie wydaje się to już takie straszne :) Zacznijmy od użytego już wcześniej przykładu – 나는 가게에 갈거야.
Określmy poszczególne składniki tego zdania. = ja, 가게로 = do sklepu, 가다 = iść. Po połączeniu tych wyrazów otrzymujemy 나가게로가다, ale przecież nie tak wyglądało dzielone na części zdanie. Przyjrzyjmy się bliżej:

나는 가게에 갈거야  =/=  가게로가다

Określmy zatem co zaszło:

Po pierwsze: podmiot otrzymał dodatkową końcówkę – „”.
Po drugie: dopełnienie również otrzymało końcówkę pomocniczą – „”.
Po trzecie: orzeczenie zmieniło swą postać - z bezokolicznika stało się formą osobową – „갈거야”.

Skupmy uwagę na dwóch pierwszych uwagach. Wyrazy „” i „” to partykuły, które samodzielnie nie mają żadnego większego znaczenia, ale są konieczne w celu tworzenia poprawnych konstrukcji gramatycznych. Takich wyrazów jest nieco więcej i w celu poprawnego wyrażania się w języku koreańskim, należy je poznać. W tym przypadku, niestety, nie ma drogi na skróty.
Partykuły w języku koreańskim możemy podzielić na grupy znaczeniowe określające w jakich sytuacjach należy ich używać. Mamy więc do czynienia z partykułami związane z podmiotem, dopełnieniem, czasem i miejscem lub partykuły, które osobiście nazwałem „dodającymi” (nie znalazłem jeszcze ich konkretnej nazwy w języku polskim).


PARTYKUŁY PODMIOTU

W tym przypadku mówić będziemy o dwóch podgrupach – partykułach tematycznych –„” i „” oraz partykułach identyfikujących – „” i „”. Zadaniem partykuł tematycznych jest wskazanie w zdaniu podmiotu (tematu) w jego ogólnym ujęciu, podczas gdy partykuły identyfikujące określają konkretny podmiot.

치타 빠르다.    >>>   Gepard jest szybki.
치타 느리다.    >>>   Gepard jest wolny.

W drugim przypadku „” użyte jest w sposób, który wprowadza w błąd, gdyż ogólnie gepardy potrafią być bardzo szybkie, ale…

치타 느리다.    >>>   Gepard jest wolny.

Jeśli rozmawiający mówią o podmiocie, którego istnienia oboje są świadomi, używamy „” lub „” w celu zidentyfikowania tego podmiotu – wskazania, że to właśnie o tym konkretnym przypadku jest mowa. W  zdaniu „치타 느리다.” rozmawiający ze sobą mogli podczas safari zobaczyć geparda zdyszanego po nieudanym pościgu, który poruszał się powoli ze zmęczenia. Powiedzenie więc, że „gepard jest wolny” nie wprowadzi nikogo w błąd, ponieważ omawiane jest konkretne zwierzę.


PARTYKUŁY DODAJACE

Ten rodzaj partykuły jest podobny do poprzednich, gdyż tak jak one, dotyczy podmiotu lub tematu. Nazwałem ten rodzaj partykułą „dodającą”, ponieważ dodaje ona do podmiotu znaczenie wyrazów jak „także” lub „również”.

학생이야.    >>>   Także jestem studentem.

” użyjemy w sytuacji, kiedy jakaś sytuacja, która opisuje jeden podmiot, dotyczy także innego podmiotu:

다윗은 왕이았다.    >>>   Dawid był królem.
솔로몬 왕이었다.    >>>   Solomon też był królem.


PARTYKUŁY DOPEŁNIENIA

Partykułami dopełnienia są: „” i „” i jak nazwa grupy wskazuje, dotyczą one dopełnienia. Używa się ich w zdaniach, w których określa się orzeczenie.

나는 책 읽었다.    >>>   Przeczytałem książkę.
나는 TV 봤다.    >>>   Oglądałem telewizję.


PARTYKUŁY MIEJSCA I CZASU

Partykułą miejsca i czasu jest „”. Używamy jej, kiedy mówimy o rzeczach i sytuacjach związanych z podaniem czasu lub miejsca. Ta partykuła w zdaniu znajduje się zazwyczaj na początku zdania tuż za podmiotem.

우리는 한국 갔다.    >>>   Pojechaliśmy do Korei.


Kiedy używamy partykuły „” w kontekście miejsca, najczęściej łączymy ją z wyrazami wyrażającymi przemieszczenie się jak: iść, jechać, biec. A, gdy chcemy powiedzieć, że jakaś sytuacja miała miejsce w konkretnym miejscu i czasie, używamy „에서” do sprecyzowania danej lokalizacji. W tym przypadku wyraz „에서” przyjmuje formę przyimka.

나는 영국에서냈다.    >>>   Mieszkałem (zostałem) w Anglii.
나는 공항에서 기다렸다.    >>>   Czekałem na lotnisku.



Mając już pewną wiedzę z zakresu używania partykuł w zdaniach, które są wymagane w celu tworzenia zrozumiałych konstrukcji gramatycznych, ostatnim przystankiem w tej notce to poznanie typów zdań, jakie można spotkać, używając koreańskiego. Drobna uwaga, oznaczenia pochodzą z języka angielskiego, dlatego teraz podam krótką legendę wyjaśniającą poszczególne znaki:

S – subject = podmiot
N – noun = rzeczownik
V – verb = czasownik
A – adjective = przymiotnik
O – object = dopełnienie

Mam nadzieję, że dobrze zapisałem angielskie nazwy – nigdy ich nie pamiętałem :D


S+N

저는 학생입니다.    >>>   Jestem studentem.
태현은 선생님이다.   >>>   Taehyun jest nauczycielem.

S+V

주영은 빠르게 달리고 있습니다.   >>>   Ju-Young biegnie szybko.
줄리아는 컴퓨터를 사용합니다.   >>>   Julia używa komputera.

S+A

그는 크다.   >>>   On jest duży.
그녀는 작다.   >>>   Ona jest mała.

S+O+V

나는 사과를 먹었다.   >>>   Zjadłem jabłko.
태연이 무대에서 노래하고있다.   >>>   Taeyeon śpiewa na scenie.

                        
Na sam koniec  mała uwaga. Należy zwracać też uwagę na obecność podmiotu w zdaniu, ponieważ może zostać on pominięty, jeśli mówiący słuchający dokładnie wiedzą o czym lub o kim mowa (kontekst pozostaje zrozumiały dla obu stron). Ode mnie to tyle. Mam nadzieję, że udało mi się uniknąć większych wpadek.


Miłego dnia!


TAG: Back to school




Witam, witam i zdrowie grzecznie pytam :) Wielu rozpoczęło niedawno wrześniowe wojaże w placówkach wychowawczych AKA „szkołach”, więc to w sumie dobry czas na booktag. To będzie właśnie tego typu tag, który uczniów zainteresować powinien najbardziej, gdyż to „Back to school booktag” (zainspirowany filmikiem Anitki, która powie wam nieco więcej na ten temat >>>PRZEJDŹ<<<. No dobra, nie przedłużając, przechodzę do pytań, których łącznie jest 8, także zapraszam do czytania :)

1. Z jakim bohaterem książkowym chciałbyś siedzieć w szkolnej ławce?

Przyznam otwarcie, nie lubiłem się uczyć zbytnio. Nie lubiłem lekcji, jakie trzeba było wykuć na pamięć, albo które polegały na bezsensownym przepisywaniu informacji z książki do kajetu. Po prostu, brakowało w tym sensu, bo 45 minut można by było spożytkować, robiąc coś bardziej ambitnego.
Moim książkowym kumplem z ławki, byłaby Hermiona Granger. Wątpię, by ta głowa pełna zasad pozwoliła mi od siebie ściągać, ale z pewnością pomogłaby mi się skupić na lekcjach i zadaniach domowych. A nuż, skończyłbym lepiej niż skończyłem :D

2. Jaką potrawę z fantastycznego świata zabrałbyś na drugie śniadanie?

W sumie mało to fantastyczne, ale czytam wiele komiksów azjatyckich – nie są mi obce ani japońskie mangi, ani koreańskie manhwy, a ostatnio dołączyły chińskie manhuy. Wielu bohaterów tychżemang (szczególnie romansów i historii obyczajowych) na drugie śniadanie spożywają lunchboxy, które nie dość, że są wyważone, posiadają niezbędne elementy, by podbijać makro, to jeszcze często wyglądają jak małe dzieła sztuki… Także dla mnie jakieś bento lub dosirak, a będę spełniony!

3. Jaki książkowy sport chciałbyś uprawiać na WF?

Wychowanie fizyczne… U mnie sprawa wyglada taki, że nie uczęszczałem na takie zajęcia od gimnazjum, a i wtedy nieczęsto ćwiczyłem. Na studiach, trzeba było odbębnić godziny, wiec zapisałem się na wykłady z żywienia. Ale gdyby… W pierwszej chwili pomyślałem o Quidditchu, ale z moim fartem, ryzyko poważnego uszczerbku na zdrowiu mocno wzrasta… Myślę wiec, że taki obóz dla herosów z różnymi zajęciami i walką o flagę, mógłby być czymś fajnym i ekscytującym. Oczywiście wszystko w wersji lajt :’D

4. Jaka książkowa postać byłaby twoim wymarzonym nauczycielem?

Mam dwa typy. Jeśli chciałbym się czegoś nauczyć to byłby to profesor Snape. Inteligentny, poniekąd nieobliczalny, ale niezwykle dbający o dobro swoich uczniów – przypomnijmy sobie jak bronił dzieciaki przed Lupinem podczas pełni (filmowa wersja, bo nie pamiętam, jak to było w książce. Poza tym… Alan Rickman).
Jeśli natomiast miałbym gorszy dzień i pragnąłbym mieć święty spokój, wybrałbym Haymitch’a. Ten koleś przez długi czas miał po prostu wywalone na to, co działo się wokół niego. Róbota co chceta!

5. Jaki przedmiot z Hogwartu, chciałbyś mieć w swoim planie lekcji?

Myślę, myślę, myślę… Zapewne eliksiry. Nie byłem dobry z chemii, jechałem na trójkach i czwórkach, wiec raczej przeciętnie, ale to może kwestia nieodpowiedniego nauczyciela ;)

6. Jaką książkę chciałbyś dodać do kanonu lektur szkolnych?

Bez najmniejszego czasu do namysłu, wybieram zapiski z dziennika Anne Frank. Już kiedyś pisałem tej pozycji, dlatego nie będę się rozpisywać na ten temat. Odsyłam do poprzednich wpisów. Niemniej „Dziennik” poniekąd bawi i uczy. Oczami nastolatki poznajemy sytuację Żydów podczas II Wojny Światowe. To książka warta poświęcenia dnia na przeczytanie i refleksje, które na pewno najdą czytelnika po lekturze. Smutek, żal, a jednocześnie tyle radości i niewysłowionej „zwykłości”, której wielu nam brakuje na co dzień.

7. Do jakiego fantastycznego świata chciałbyś pojechać na wycieczkę klasową?

Nie wiem. Herosi Rioridana odpadają, mimo iż piekielnie chcę zobaczyć kiedyś (między innymi) Nowy Jork. Może Ziemiomorze, albo Środziemie. Te klimaty, a znawcy tematu będą wiedzieć dlaczego ;-)

8. Na ekranizację jakiej książki chciałbyś udać się z klasą do kina?

Kino sobie daruję, ale chciałbym zobaczyć sztukę „Przeklętego Dziecka” w oryginale i najlepiej z muzyką w tle… Teraz w moim mieście będzie koncert muzyki filmowej z „Harry’ego Pottera” z filmem w tle (albo film z muzyką na żywo / zależy jak spoglądać na sprawę – komu na czym bardziej zależy xD), ale oczywiście o tańszym bilecie mogę już zapomnieć…

To już koniec. Jestem ciekaw waszych BTS-ów... Swoją drogą, skoro przy BTS już jesteśmy... Zajebiaszcza piosenka na zakończenie *____*




Ulubieńcy #2

Dzisiejszy post będzie czymś, za czego napisanie zbierałem się już od dłuższego czasu. Wszystko (decyzja i chęć do stworzenia tego postu) stało się za sprawą obejrzanego dziś na YouTube filmiku o szeroko pojętej mobilnej technologii. Ogólnie rzecz ujmując, ów gadżety nie są mi tematem obcym, gdyż sam jestem, w pewnym stopniu, gadżeciarzem i taki styl życia mi odpowiada, jak najbardziej :D
W tym, ja myślę, krótkim tekście zamieszczę kilka informacji o… aplikacjach, które przywróciły mi wiarę w użyteczność telefonu z system iOS, z którego aktualnie korzystam. Oczywiście, nie będą to wyłącznie programy systemowe (takie, które dostajemy na start wraz z urządzeniem), ale również takie, których użyteczność odkryłem chwilę po zakupie.

Na co dzień używam telefonu jakim jest iphone, model 6S Plus w najtańszej konfiguracji pamięciowej, czyli 16 GB. Ilość pamięci ROM była dla mnie optymalna w czasie zakupu, choć, zapewne, gdyby stać było mnie na 64 GB, szarpnąłbym jak Reksio szynkę. Jakby nie było, z tych 16 giga na start, dla użytkownika zostaje około 10-11, gdyż resztę zajmuje system. 10 gigabajtów pozwala na zainstalowanie kilkunastu ciekawych aplikacji, acz mimo wszystko nie poszalejemy. I właśnie tu przyszły mi na pomoc chmury.
Wcześniej korzystałem z telefonu z systemem Android i Windows Phone, który później „przekształcił się” w Windows 10 Mobile, dlatego naturalnym dla mnie było sparowanie własnego profilu z tymi dwoma ekosystemami. Stąd też wzięły się moje konta Google i Outlook, a co za tym idzie, odkryłem wynikające z tego przywileje. Tak więc aktualnie posiadam „potrójnie” więcej miejsca przestrzeni dyskowej w chmurze, gdyż poza iCloud Drive korzystam również z Google Drive i One Drive.




Muszę przyznać, chmury są cholernie pomocne, jeśli chodzi o niepotrzebne na telefonie pliki, które zagracają przestrzeń, ale jakiś sentyment nie pozwala się z nimi rozstać na zawsze (np. zdjęcia). Dalej idąc w kwestii fotografii, nieodłącznym kompanem jest mi aplikacja Google Zdjęcia, której działanie opiera się właśnie na miejscu w chmurze. W prosty sposób (wymagający stałego dostępu do Internetu) można dzięki temu programowi przesłać obrazy z poziomu telefonu do chmury, gdzie zostaną zapisane (można to robić również automatycznie, ale należy ówcześnie sprawdzić czy pliki na pewno zostały zapisane, gdyż może się okazać, że wraz z usunięciem ich telefonu, zostaną one również skasowane w aplikacji).

Jako że zdarzy mi się od czasu do czasu napisać jakiś tekst na telefonie, niezwykle przydaje się tutaj aplikacja pakietu Office od Microsoftu. MS Word, który dostępny jest na wszystkich wiodących systemach mobilnych przestał być już wyróżnikiem (martwych) Lumii. Ale co tu dziwić się takiej decyzji giganta z Redmond – Microsfot zarabia krocie na swoich usługach… Mówiąc szczerze, trochę żałuję, iż w MS nie postawili na usługi blogerskie. Jestem przekonany, że ich platforma okazałaby się równie dobra, co blogspot, z którym jestem mocno związany, a którego oficjalnej aplikacji w sklepie App Store nie uświadczymy… W związku z takim stanem rzeczy, musiałem znaleźć sobie jakieś rozwiązanie. Początkowo próbowałem innych platform – przez Tumblr, Bloglovin’ aż po Wix, jednak żadna z nich nie okazała się tak użyteczne jak Blogger.

,,
<

Problem jest taki, że żadna alternatywna aplikacja, która byłaby darmowa, nie jest w pełni kompatybilna z profilem bloga w wersji Web. Powiem od razu, że postanowiłem nie płacić za apkę do blogowania z dwóch względów. Po pierwsze, nie jestem rozeznany w ofercie, więc prawdopodobieństwo kupna takiej, która nie spełni moich oczekiwań mocno wzrasta. Jednocześnie, nie należy polegać na wersjach podstawowych płatnych aplikacji (pro), gdyż są one często wykastrowane z najistotniejszych funkcji.  Po drugie, nie chcę płacić za możliwość zrobienia czegoś, co mogę wykonać z poziomu strony WWW. Nie będzie to specjalnie wygodne rozwiązanie, ale wykonalne. Na szczęście znalazłem inne i jest nim aplikacja EasyBlog wydana przez Credencys Solutions Inc.


Aplikacja nieidealna, ale posiadająca to co najważniejsze, czyli edytor tekstu z możliwością jego powtórnej edycji, zapisu szkiców oraz możliwością przejścia między wszystkimi posiadanymi blogami w obrębie profilu. Czegoś takiego szukałem. Ostatecznie, kwestiami personalizacji bloga mogę zająć się już na komputerze.

Będąc jeszcze w temacie blogowania, nie sposób nie wspomnieć aplikacjach, które wspomagają moją twórczość, a więc wpływają na formowanie treści. Pierwszą z takich aplikacji jest Pinterest. Poniekąd, moje źródło wiedzy na temat kultury Korei i języka koreańskiego. Jeśli nie znacie Pinteresta, nic dziwnego, gdyż nie jest to bardzo popularny w Polsce część Internetu (w porównaniu do takiego Instagrama, Facebooka lub nawet wcześniej wspomnianej platformy blogowej Tumblr). Zasada działania Pinterest jest banalna i wynika już z samej nazwy – „pin”, czyli przypinanie (bardziej dociekliwi zauważą, że w logo serwisu jest literka „P” stylizowana na pinezkę).



Po stworzeniu własnego profilu możemy utworzyć tablice tematyczne, na których „przypinamy” interesujące nas posty, zdjęcia itd. Mówię wam, skarbnica pomysłów!


Kolejną aplikacją jest wymieniony wyżej Instagram. Nie wiem po co, jednak posiadam dwa konto – jedno prywatne, gdzie znajdują się, jakby to ujść, „chwile z życia” oraz drugie, będące bardziej blogowe, gdzie publikowane są posty związane bezpośrednio z treścią bloga. Gdyby ktoś chciał to są to kolejno profile: @tpiapiac i @tpiapiac_rw (RW od Raven Wing – nic nie dzieje się przypadkowo). Zresztą, na profil blogowy możecie przejść, klikając ikonkę logo serwisu z prawej strony (poniżej pokazu slajdów). Będzie mi miło, jeśli subniecie ;)
Ostatnią (z tych najbardziej istotnych) jest Google Tłumacz. Nie ukrywajmy, język koreański to dla mnie nowość, dlatego też często zdarza mi się korzystać z pomocy translatora w celu przetłumaczenia nieznanych mi wyrażeń, słów, a takich jest wiele…
Trzeba wziąć na poprawkę, że tłumaczenia koreański – polski i odwrotnie nie są idealnej jakości, dlatego też lepiej jest korzystać z tłumaczeń na język angielski. Jakby nie patrzeć, dla tej aplikacji jest to język wiodący, sprawdzany i aktualizowany najczęściej, więc i wyniki będą dokładniejsze, a często zatwierdzone przez społeczność Google Tłumacza – native speakerów – wtedy też przy tłumaczeniu pokaże się symbol (znak wyboru na tarczy), jak to ma miejsce np. w tym przypadku:



Na koniec, chcę wspomnieć o dwóch aplikacjach, które są alternatywami dla innych programów, z których wcześniej korzystałem, a które zdołały napsuć mi nerwów wróżnysposób – stąd pomysł zamiany. Chodzi oczywiście o Friedly (Facebook) i Spotify (Muzyka). O nich nie będę pisać dużo, ponieważ poświęciłem im wcześniej chwilę uwagi i post na ten temat możecie przeczytać >>>TU<<<.



Warto jedynie nadmienić dwie kwestie (po jednej dla każdego z tych programów). Friendly to nie tylko klient Facebooka, ale również aplikacja all-in-one. To jak z Pierścieniem Władzy – jeden, by wszystkimi rządzić, dlatego nie trzeba osobno ściągać dodatkowych aplikacji dla Messengera, czy Stron. Bardzo wygodne rozwiązanie. Spitify z kolei to oszczędność miejsca na dysku, kiedy jest się swego rodzaju melomanem, ale pamięć w telefonie skutecznie ogranicza bibliotekę utworów :D

Każdą z tych aplikacji polecam z czystym sumieniem, ponieważ sprawdzają się, a to chyba najważniejsze. Oczywiście, co warto zapamiętać, dotyczy to przede wszystkim użytkowników iOS. Tymi słowami, żegnam się na dzisiaj.


Cześć!

Betterknow #2

W dzisiejszym poście przyjrzymy się nieco bliżej porządkowi wypowiedzi w języku koreańskim. Jest to niezwykle istotna kwestia, zważyw...